Natchniona posiadaniem nowego czytelnika (dzięki XLka!) postanowiłam wznowić dodawanie postów.
Z frontu modowo-stylowego:
Udało mi się złapać kolejny sen do szafy! Kiedyś pisałam tu o idealnych spodniach dzwonach, długich na moje nogi + obcasy, lekko przecieranych, z wyższą talią i wspaniale wykrojoną nogawką. Okazało się, że takie spodnie istnieją! Produkuje je w Los Angeles firma Adriano Goldschmied, a model to kopia oryginalnego kroju z lat 70', o wdzięcznej nazwie Farrah (na cześć Aniołka Charliego- Farrah Fawcett?). Trafiłam na te dżinsy zupełnym przypadkiem, snując się za moją rodzicielką po TK Maxxx, przeglądałam sobie tu i ówdzie rozwieszone ubrania, po czym wspomniałam posta jednej z moich ulubionych blogerek- Ryfki, o wyjątkowych spodniach znalezionych w tymże sklepie. Tam wisiały one, ostatnia para, w idealnym rozmiarze, jakby czekały na mnie! I teraz uwaga, uwaga- w zabójczej cenie 35zł! W tamtym momencie stwierdziłam, że chyba częściej będę odwiedzać sklep TK Maxxx, co zmieniło się po usłyszeniu pewnej wiadomości.
Zapewne każda, choć trochę przywiązująca uwagę do tego, w co się ubiera, osoba, słyszy co roku w listopadzie o szumie, związanym z jedną z popularnych szwedzkich sieciówek. Przyznam, że z dotychczasowych kolaboracji H&M (bo o nich mowa) ze światem tzw. high fashion, lekki dreszczyk na zdjęciach sprawiły mi kreacje zaprojektowane przez Lanvin, niestety po obejrzeniu ich na wieszakach już nie byłam taka zachwycona. Kolejne duety- nie bardzo w moim klimacie. Aż do momentu, kiedy w połowie czerwca została ogłoszona bohaterka tegorocznej współpracy- Isabel Marant! Dokładnie tego dnia urodziło się w mojej małej główce następujące postanowienie- poza letnimi sandałami, których rozpaczliwie potrzebowałam oraz sukienką na ślub znajomego- do listopada nie kupuję nic ubraniowego, a każdy zaoszczędzony w ten sposób grosik przeznaczam na kolekcję Isabel Marant for H&M! Mam nadzieję, że uda mi się wytrwać w tym postanowieniu, a 14 listopada zaspokoję wszystkie swoje ćwiekowo-frędzlowo-hippisowskie żądze!.
Z frontu ćwiczeniowo-życiowego:
Proszę o fanfary! Zaczęłam w miarę regularnie uczęszczać na siłownię, która znajduje się na parterze naszego bloku i muszę powiedzieć, że zauważam efekty! Dodatkowo, w prezencie urodzinowym od mojego Ukochanego otrzymałam kurs wspinaczki ściankowej, który zaczynam już w najbliższą środę. Zatem letnio i czereśniowo (pochłaniam je ostatnio w niewyobrażalnych ilościach)- ahoj przygodo!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz