poniedziałek, 18 lutego 2013

Kultura posiadania

W obecnej chwili słyszy się wszędzie, o tym, że świat to jedno wielkie dziecko konsumpcjonizmu, podział istnieje jedynie na klientów poszczególnych branż. Gazety krzyczą również o pokoleniu Y, żyjącym cyfrowo, wiecznie online, ale za to buntującym się przeciwko swoistej "kulturze posiadania niezliczonej ilości rzeczy". Jak to jest z tym światem? Jak zwykle trudno mi jednoznacznie opowiedzieć się po którejś ze stron, z jednej- chciałabym żyć bardziej ekologicznie, jeść zdrowsze jedzenie, pić samodzielnie wyciskane soki, ale z drugiej, wiem, że do tego potrzebuję wyciskarki, piekarnika, doniczek na zioła, sitka do gotowania na parze, itp. Czyli dużej ilości rzeczy, bez których życiowo można by się obejść. Kolejnym przykładem, który ustawia mnie dokładnie po środku, jest posiadanie samochodu. Zdaję sobie sprawę, że dla mnie konieczność posiadania auta jest w dużej mierze zdefiniowana przez życie w takim, a nie innym kraju. Chociażby ze względu na sam klimat- deszcz, śnieg, mróz, zaspy śnieżne- samochód daje wtedy taką bańkę bezpieczeństwa, i dodatkową oszczędność czasu. Jestem w stanie powiedzieć, że w kraju o bardziej przyjaznym klimacie (jak dla mnie to każde miejsce, gdzie zimą temperatura nie spada poniżej 15 stopni C.), bardzo chętnie przesiadłabym się na rower, czy nawet przemierzanie kilometrów pieszo.
To, co, jak na razie, staram się wprowadzić wokół siebie, to ograniczenie osobistych przedmiotów, takich jak ubrania i kosmetyki, do tych, których naprawdę używam, mają często zastosowanie wielofunkcyjne i w 200% pasują do mojej osobowości. Jeśli już kupuję coś nowego, co spełnia powyższe wymagania, musi to być rzecz niezwykle trwała, "porządnie" wykonana, taka która nie wyląduje za kilka miesięcy w śmietniku. Zbliżam się właśnie do kolejnej przeprowadzki, w trakcie której chciałabym udoskonalić nasze nowe mieszkanie- między innymi wymienić wszystkie żarówki na te o technologii LED, pozwalającej na nie wymienianie ich przez następne lata i  znaczne zmniejszenie zużycia prądu.
Kwestią dla mnie dużo mniej przyjemną, przy ekologicznym trybie życia, jest jego ekonomia. Niestety, nieunikniony postęp świata i technologii, sprawił, że naturalne produkty, sprzęty o dużej trwałości, oszczędzające energię, samochody emitujące mniej CO2 do atmosfery, czy ubrania z organicznych tkanin- są dużo droższe od swoich szkodliwych odpowiedników. Summa summarum- chcąc żyć prościej, oszczędniej i bardziej ekologicznie, jesteśmy zmuszani do wydawania większej ilości pieniędzy. Czy istnieje jakiś sposób, aby zniwelować taki skutek? Właśnie to zamierzam sprawdzić w ciągu następnych miesięcy, wskaźnikiem będzie oczywiście kwota oszczędności na koncie albo samo pojawienie się ich.

czwartek, 7 lutego 2013

Isabel Marant

Odkąd zobaczyłam piękną, koronkową białą sukienkę, z podpisem projektantki "Isabel Marant", stwierdziłam- to coś dla mnie. Utwierdzały mnie w tym kolejne projekty, łącznie z najnowszą kolekcją, z idealnymi, lnianymi spodniami w paski.
Ubrania, jakie prezentuje Marant idealnie wpasowują się w konwencje współczesnego boho, połączonego z klasycznymi wzorami z lat 60' czy dzikiego zachodu. Każda kolekcja jest inna, a jednak łączy je ten niepowtarzalny touch projektantki, który sprawia, że od razu można do ubrań przyporządkować odpowiednią metkę.
Od dłuższego czasu mamy do czynienia z trendem powrotu do lat 60' i ich okolic, zarówno w muzyce, jak i modzie. Wizerunek lansowany przez Lanę Del Rey wpasował się idealnie w niszę, powstałą przez chęć ucieczki od wszechogarniających mediów, typu Facebook, Instagram, Twitter, itd. Niby wszyscy bardzo intensywnie z tego korzystamy, a jednak chcielibyśmy choć na chwilę powrócić do czasów, gdzie z niecierpliwością czekało się na list, a telefony wciąż miały skręcone kable.
Isabel Marant i jej projekty idealnie pasują do najnowszego iPhona, gdzie gra Lana, ale i do starej, najświętszej pamięci, Janis Joplin.