Wystrzegam się przed szufladkowaniem osób, że ten to taki, a ten siaki. Niemniej fascynują mnie właśnie te symbole. Teoretycznie z niczym konkretnie nie powiązane, a jednak stają się sztandarem. Tak więc w moich RayBanach, fioletowych- a nie czarnych, bez srebrnych ozdobników w zewnętrznych rogach, idę sobie w świat, zagłębiając się w mainstream'ową rzeczywistość pieczenia świątecznego sernika.
Jak w temacie Świąt- brakuje mi ostatnio w życiu i świecie takiego czystego mistycyzmu, jakim charakteryzowało się średniowiecze. Brakuje mi do tego stopnia, że mam ochotę odwiedzić gotycki kościół, i zatrzymać się tam na chwilę, przy mrocznym, kopcącym świetle świec. W gotyckich kościołach zimą jest przeważnie taka chłodna, ciemna atmosfera, która przenosi mnie w inny świat i przypomina zimowy spokój Zamku Malborskiego, w godzinach niedostępnych dla zwyczajnych turystów. No i tak docieram w końcu do myśli, męczącej mnie od dłuższego czasu- a jakby tak... wrócić do rekonstrukcji?
