Pewnie macie swoje ubraniowe marzenia, do których czasami jest Wam blisko, ale ograniczają Was możliwości finansowe lub logistyczne. Moim marzeniem od lata w 2009 roku była jedwabna, letnia maxi sukienka Mango, z kolekcji zaprojektowanej przez Penelope Cruz. Pierwszym ogranicznikiem była dla mnie regularna cena- 650zł, w okresie przecen zmniejszyła się o 300zł, jednak sukienki po przenoszeniu, przewieszaniu i atakach niezliczonych zakupowiczek, były w tak opłakanym stanie, że nie spełniłam swojego ubraniowego marzenia.
Jakiś rok temu stwierdziłam, że zawzięcie zacznę szukać tej sukienki- najpierw w outletach Mango w Europie, później na portalach aukcyjnych, niestety z marnym skutkiem, zero śladu. Aż do dziś. W związku z chwilą przerwy na herbatę, kliknęłam sobie w Allegro, najpierw leniwie poszukując ciekawych kozaków, następnie spódnic, a później ciuchów z Mango. Po chwili postanowiłam wpisać frazę "mango cruz" i oto nie wierzę własnym oczom- moja sukienka, w moim rozmiarze! Trzęsącymi się dłońmi dokonałam zakupu, a teraz szaleję w oczekiwaniu na paczkę.
Pamiętam, jak przymierzając tę sukienkę, odkryłam bardzo pozytywną rzecz- długość maxi w Mango, to prawdziwa maxi. Nawet w sandałach na koturnie sukienka sięgała mi do samej ziemi. O dziwo, właśnie to było powodem pojawienia się jej na Allegro! Osoba, która została obdarowana sukienką, uznała ją za zbyt długą! Cudownie, że Mango, mimo tego, iż jest hiszpańską marką, tak dba o wysokie kobiety i dziękuję tej jednej trochę niższej, która umożliwiła mi spełnienie marzenia, niech i ona kiedyś w cudowny sposób znajdzie ciuch, w którym się zakochała od pierwszego wejrzenia.
piątek, 25 stycznia 2013
środa, 23 stycznia 2013
Idealne dzwony
W związku z postanowieniem o stworzeniu idealnej garderoby, postanowiłam znaleźć element niezbędny dla mojego ulubionego stylu- hippie, boho lub ogólnie flower power- mianowicie, dżinsy dzwony.
Jak powinny wyglądać takie spodnie? Najlepiej z naturalnie niebieskiego denimu, z wysokim stanem i naprawdę długą nogawką. To ostatnie wymaganie najtrudniej spełnić w moim przypadku. Mam długie nogi, dzięki Bogu, nie zamieniłabym ich na żadne inne, ale niestety w sieciówkowych sklepach nie mam szans dostać odpowiedniej długości spódnic czy sukienek maxi (tak, aby naprawdę były maxi), nie mówiąc nic o maxi spodniach. W zapasie zawsze pozostają second handy, których na szczęście w Gdańsku nie brakuje. W ostatnią sobotę myślałam, że już, już. Niestety jeszcze nie, o czym przesądziła oczywiście długość moich nóg.
Gdybym tylko mogła, wykupiłabym cały asortyment marki Free People, o. Tymczasem, dalej poluję.
Jak powinny wyglądać takie spodnie? Najlepiej z naturalnie niebieskiego denimu, z wysokim stanem i naprawdę długą nogawką. To ostatnie wymaganie najtrudniej spełnić w moim przypadku. Mam długie nogi, dzięki Bogu, nie zamieniłabym ich na żadne inne, ale niestety w sieciówkowych sklepach nie mam szans dostać odpowiedniej długości spódnic czy sukienek maxi (tak, aby naprawdę były maxi), nie mówiąc nic o maxi spodniach. W zapasie zawsze pozostają second handy, których na szczęście w Gdańsku nie brakuje. W ostatnią sobotę myślałam, że już, już. Niestety jeszcze nie, o czym przesądziła oczywiście długość moich nóg.
Gdybym tylko mogła, wykupiłabym cały asortyment marki Free People, o. Tymczasem, dalej poluję.
czwartek, 3 stycznia 2013
New Year's resolutions
Jak pewnie 99% osób, wypisuję sobie na kartce w starym zeszycie, to co chciałabym osiągnąć w zbliżającym się kolejnym roku. Może trochę staromodnie, że na kartce, a nie w pliku zgrabnie stukając wymaniukiurowanymi paznokciami w klawisze srebrnego laptopa. Ta kartka jest jednak jakoś bardziej żywa niż ekran komputera, który szlag trafia po rozładowaniu się baterii i braku prądu w gniazdku. Postanowienia powstają w zeszycie, samoistnie przekształconym tylko do tego celu. Realizacja postanowień odbywała się z różnym skutkiem, może to kwestia szeroko pojmowanego "dojrzewania" albo słabej motywacji.
W tym roku postanowiłam zrobić wszystko inaczej. Czuję się, jak na jeziorze, gdzie płynąc nagle wiesz, że do gruntu jest już daleko i nie masz szans sięgnąć go palcami stóp- z jednej strony strach, z drugiej niczym nieskrępowana euforia. Tak w moim przypadku można określić wolność. Wolność wyboru, przekonań w sprawie własnego, otaczającego mnie życia. Wbrew pozorom składa się ona z małych, można rzec banalnych, rzeczy. Zmiana jedzeniowych przyzwyczajeń, garderoby, dążenie do upragnionych celów, nie zadowalając się po drodze tymi "prawie idealnymi". Postanowiłam w tym roku, że właśnie tak chcę postępować w życiu. Idealnie.
Słowo "ideał" w społeczeństwie ma często negatywne konotacje, bo idealnie, to ciężko, to uparcie, to z wyrzeczeniami, z nieprzyjemnością. Chciałabym, aby moje idealnie wyglądało inaczej, żeby było cierpliwie, radośnie z samej drogi dążenia do ideału, z wolnością wyboru idealnego, złożone z małych, zwyczajnych, codziennych wręcz czynności. Najważniejsza jest wolność wyboru, tego co idealne, dla mnie konkretnie, a nie według ogólnie pojmowanych norm.
Od czego zaczynam?
Bardzo kobieco... od stworzenia idealnej szafy. W każdym calu, od pojedynczej skarpetki do pierścionka na małym palcu, bez kompromisów, bez niepotrzebnych przedmiotów.
Bardziej życiowo... od zmiany zawartości lodówki i garnków na kuchence. Tak, by w każdym posiłku przemycić więcej zdrowia, niż dotychczas.
Bardziej psychologicznie... od zmiany nastawienia. Jakiś czas temu w Zwierciadle był zamieszczany cykl artykułów "Wolni od stresu". Też pragnę być wolna, od niepokojów i złości, od chandry pogodowej i od narzekactwa.
Mam nadzieję, że poprzez te małe, radosne kroczki uda mi się dojść do idealnego obrazka samej siebie.
W tym roku postanowiłam zrobić wszystko inaczej. Czuję się, jak na jeziorze, gdzie płynąc nagle wiesz, że do gruntu jest już daleko i nie masz szans sięgnąć go palcami stóp- z jednej strony strach, z drugiej niczym nieskrępowana euforia. Tak w moim przypadku można określić wolność. Wolność wyboru, przekonań w sprawie własnego, otaczającego mnie życia. Wbrew pozorom składa się ona z małych, można rzec banalnych, rzeczy. Zmiana jedzeniowych przyzwyczajeń, garderoby, dążenie do upragnionych celów, nie zadowalając się po drodze tymi "prawie idealnymi". Postanowiłam w tym roku, że właśnie tak chcę postępować w życiu. Idealnie.
Słowo "ideał" w społeczeństwie ma często negatywne konotacje, bo idealnie, to ciężko, to uparcie, to z wyrzeczeniami, z nieprzyjemnością. Chciałabym, aby moje idealnie wyglądało inaczej, żeby było cierpliwie, radośnie z samej drogi dążenia do ideału, z wolnością wyboru idealnego, złożone z małych, zwyczajnych, codziennych wręcz czynności. Najważniejsza jest wolność wyboru, tego co idealne, dla mnie konkretnie, a nie według ogólnie pojmowanych norm.
Od czego zaczynam?
Bardzo kobieco... od stworzenia idealnej szafy. W każdym calu, od pojedynczej skarpetki do pierścionka na małym palcu, bez kompromisów, bez niepotrzebnych przedmiotów.
Bardziej życiowo... od zmiany zawartości lodówki i garnków na kuchence. Tak, by w każdym posiłku przemycić więcej zdrowia, niż dotychczas.
Bardziej psychologicznie... od zmiany nastawienia. Jakiś czas temu w Zwierciadle był zamieszczany cykl artykułów "Wolni od stresu". Też pragnę być wolna, od niepokojów i złości, od chandry pogodowej i od narzekactwa.
Mam nadzieję, że poprzez te małe, radosne kroczki uda mi się dojść do idealnego obrazka samej siebie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

